Nowy luksus jest trochę brzydki. I właśnie dlatego wygląda drożej niż perfekcja
Przez lata luksus próbował wyglądać idealnie. Dziś najciekawsze rzeczy sezonu bywają za duże, dziwnie wyprofilowane, celowo niewygodne albo sprawiają wrażenie, jakby projektant zostawił w nich mały błąd. Nowy luksus przestał zabiegać o powszechną sympatię. Woli wywoływać dyskusję.
To nie przypadek, że coraz większą popularnością cieszą się buty przypominające obuwie trekkingowe, torby o przesadzonych proporcjach czy okulary wyglądające bardziej jak obiekt wzornictwa przemysłowego niż klasyczny dodatek. Współczesny status coraz rzadziej komunikuje piękno. Coraz częściej komunikuje gust.
Brzydkie stało się nowym wyrafinowanym
Jeszcze kilka sezonów temu luksus kojarzył się z perfekcyjnym minimalizmem. Dominowały kaszmir, beże i dyskretne logo. Dziś ten język zaczyna ustępować miejsca przedmiotom, które wymagają od odbiorcy chwili zastanowienia.
Miu Miu zamieniło szkolne loafersy, sprane swetry i okulary bibliotekarki w obiekty pożądania. Bottega Veneta pod kierownictwem Matthieu Blazy’ego udowodniła, że skórzana torba może przypominać papierową reklamówkę, a jednocześnie kosztować kilka tysięcy euro. Loewe regularnie przesuwa granicę między modą a designem, projektując buty z przesadnie zaokrąglonym noskiem czy torby inspirowane codziennymi przedmiotami.
To nie są produkty, które mają podobać się wszystkim. Ich zadaniem jest pokazać, że właściciel rozumie kontekst.
Charakter zastąpił perfekcję
Zmiana widoczna jest również poza wybiegami. Jeszcze kilka lat temu internet promował estetykę “clean”, dopracowaną do ostatniego detalu. Dziś znacznie częściej uwagę przyciągają rzeczy, które wyglądają na przeżyte, używane albo wręcz niewygodne.
Ogromne torby od The Row, miękkie shopperki Lemaire, techniczne sylwetki Kiko Kostadinov, zdeformowane sneakersy Balenciagi, rzeźbiarskie buty Campera czy eksperymentalne projekty Maison Margiela nie próbują być klasycznie atrakcyjne. Mają osobowość.
Widać to także wśród młodszych marek. ERL, Ottolinger, GmbH, Acne Studios czy Masha Popova projektują ubrania, które często wyglądają bardziej jak manifest niż odpowiedź na pytanie „co będzie modne tej jesieni”.
Moment Krea: Najdroższą walutą współczesnej mody nie jest perfekcja. Jest odwaga, żeby nosić coś, czego nie wszyscy od razu zrozumieją.
Dziwne rzeczy lepiej działają w internecie
Popularność takich produktów nie wynika wyłącznie z odwagi projektantów. W świecie TikToka i Instagrama klasyczna, idealna torebka bardzo szybko znika wśród setek podobnych zdjęć. Przedmiot o nietypowej proporcji, nieoczywistym kolorze albo zaskakującym detalu zatrzymuje scroll.
To dlatego Coperni eksperymentuje z futurystycznymi formami, JW Anderson zamienia gołębia, żabę czy czajnik w luksusową torebkę, a MSCHF pokazuje, że produkt może być jednocześnie viralem, komentarzem do kultury konsumpcji i przedmiotem kolekcjonerskim.
Nie chodzi już wyłącznie o użytkowość. Chodzi o to, czy produkt zostanie zapamiętany.
Luksus znowu chce mieć osobowość
Paradoks polega na tym, że nowy luksus wygląda mniej luksusowo niż jeszcze pięć lat temu. Nie błyszczy logotypami. Nie próbuje być perfekcyjny. Nie udaje ponadczasowości za wszelką cenę. Coraz częściej wybiera przedmioty, które mają rysy, przeskalowane proporcje, nietypowe materiały albo celowo nieoczywistą funkcję.
To dlatego młodzi coraz chętniej inwestują w wielką torbę zamiast perfekcyjnej kopertówki, w masywne loafersy zamiast eleganckich szpilek czy w kurtkę wyglądającą jak znaleziona w sklepie vintage, choć powstała kilka miesięcy temu. Nowy luksus nie chce być bezbłędny. Chce być rozpoznawalny.