Looksmaxxing w męskiej wersji. Jak internet zamienił wygląd w projekt bez końca
Jeszcze niedawno wydawało się, że presja wyglądu dotyczy przede wszystkim kobiet. Dziś coraz więcej młodych mężczyzn żyje w świecie, w którym twarz, sylwetka, włosy i nawet sposób oddychania stają się elementami projektu wymagającego nieustannego ulepszania. Internet nazwał to looksmaxxingiem.
Hasło, które kilka lat temu funkcjonowało głównie na forach internetowych i w manosferze, przeniknęło do TikToka, YouTube’a i Instagrama. Dziś można znaleźć tysiące filmów obiecujących „maksymalizację atrakcyjności” poprzez trening, pielęgnację, dietę, wybielanie zębów, fryzurę czy zabiegi estetyczne. Problem polega na tym, że granica między dbaniem o siebie a obsesją staje się coraz mniej widoczna.
Męska pielęgnacja przestała być tabu. To dobra wiadomość
Nie wszystko, co niesie looksmaxxing, jest złe. Jeszcze kilkanaście lat temu wielu mężczyzn wstydziło się używać kremu z filtrem, chodzić do dermatologa czy interesować się pielęgnacją skóry. Dziś marki takie jak The Ordinary, CeraVe, La Roche-Posay, Bulldog, Horace czy Aesop pokazują, że dbanie o siebie nie musi być powodem do zażenowania. Równolegle rośnie popularność barberów, świadomej pielęgnacji włosów, zapachów niszowych czy dobrze skrojonych ubrań. To zmiana, która pozwoliła wielu mężczyznom poczuć się pewniej i lepiej zadbać o własne zdrowie. Problem zaczyna się wtedy, gdy troska o siebie zamienia się w niekończący się projekt optymalizacji.
Kiedy ciało staje się projektem
Na TikToku i YouTubie bez trudu można znaleźć poradniki dotyczące jawmaxxingu, eyemaxxingu, hairmaxxingu, skinmaxxingu czy scentmaxxingu. Każdy z nich obiecuje poprawę konkretnego elementu wyglądu. Do tego dochodzą treningi twarzy, taśmy zaklejające usta na noc, suplementy, aplikacje analizujące proporcje twarzy, a nawet filmy oceniające atrakcyjność na podstawie geometrii szczęki. Coraz częściej wygląd przedstawiany jest jak gra komputerowa, w której każdy parametr można podnieść o kilka punktów.
Algorytm zarabia na męskiej niepewności
W przeciwieństwie do klasycznych magazynów mody algorytm nie pokazuje jednego ideału. Pokazuje tysiące jego wariantów. Jednego dnia promuje kulturystę z perfekcyjnie wyrzeźbioną sylwetką. Następnego modela z twarzą przypominającą rzeźbę. Później influencera przekonującego, że sukces zawodowy zależy od linii żuchwy, gęstości włosów albo koloru oczu. To tworzy wrażenie, że zawsze istnieje kolejny poziom, który trzeba osiągnąć.
Badacze zwracają uwagę, że media społecznościowe coraz silniej wpływają na niezadowolenie mężczyzn z własnego wyglądu, a treści związane z wyglądem i sprawnością fizyczną mogą wzmacniać porównywanie się z innymi i pogarszać samoocenę. Zjawisko to dotyczy zwłaszcza nastolatków i młodych dorosłych.
Mężczyźni coraz częściej mówią o presji wyglądu
Przez lata rozmowy o kompleksach mężczyzn praktycznie nie istniały w mediach. Dziś coraz częściej pojawiają się tematy transplantacji włosów, zabiegów medycyny estetycznej, leczenia trądziku, korekcji nosa czy ginekomastii. Nie dlatego, że wcześniej ich nie było. Po prostu rzadziej się o nich mówiło.
Jednocześnie rynek kosmetyków i usług skierowanych do mężczyzn dynamicznie rośnie. Coraz więcej marek rozwija osobne linie pielęgnacyjne, a gabinety dermatologiczne i kliniki estetyczne obserwują wzrost liczby męskich pacjentów. To pokazuje, że presja wyglądu przestała być wyłącznie kobiecym doświadczeniem.
Dbanie o siebie to nie to samo co nieustanne poprawianie siebie
Najciekawsza zmiana może jednak dopiero nadejść. Po latach kultury optymalizacji coraz więcej twórców zaczyna mówić o zdrowiu psychicznym, realistycznych oczekiwaniach i świadomym korzystaniu z pielęgnacji oraz treningu. Dbanie o siebie nie musi oznaczać pogoni za nierealnym ideałem.
Mężczyźni mają pełne prawo chcieć dobrze wyglądać. Korzystać z kremów, ćwiczyć, eksperymentować z modą czy odwiedzać gabinety specjalistów. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy każda zmarszczka, każdy włos i każdy centymetr ciała zaczynają wydawać się kolejnym problemem do rozwiązania.
Looksmaxxing nie jest więc wyłącznie trendem beauty. To opowieść o pokoleniu wychowanym przez algorytmy, które bardzo dobrze wiedzą, że największym biznesem internetu jest przekonanie człowieka, że zawsze może być lepszą wersją samego siebie.